Nie trzeba być radykalnym

Kamila i Marcin to rodzice 11-miesięcznego Marcela – przede wszystkim, a w drugiej kolejności założyciele marki Lana. Na co dzień mieszkają i pracują we Wrocławiu, ale dużo czasu spędzają też w bliższych i dalszych podróżach. „Wielopieluchują” od pierwszych dni narodzin swojego syna.

Na początek powiedzcie: co sprawiło, że zdecydowaliście się na pieluchy wielorazowe?

Kamila: W wielopieluchowaniu najważniejsze są dla nas trzy rzeczy: zdrowie, ekologia oraz estetyka. Zdrowie, ponieważ takie pieluchy są dużo zdrowsze, delikatniejsze i przyjemniejsze dla skóry naszego dziecka. Ekologia, bo znacznie zmniejszamy ilość produkowanych przez nas śmieci. Estetyka, jako że wełniane pieluchy z kolorowych tkanin są dużo ładniejsze od tych sztucznych plastikowych.

Marcin: Jest też to po części wybór ekonomiczny. Zakup pieluch wielorazowego użytku wychodzi taniej niż zakup setek czy tysięcy zwykłych pieluch. Druga sprawa jest to też wybór światopoglądowy, dla życia w zgodzie samym ze sobą.

Kamila: Mnie przekonało też to, że wszyscy nam mówili, że na pewno nie damy rady…


Pewnie dlatego, że wiele osób kojarzy pieluszki wielorazowe z utrudnianiem sobie życia.

Kamila: Właśnie tak. Osoby, które nie mają styczności z wielopieluchowaniem mają nieco mylne o tym wyobrażenie. Rzeczywiście tak jakby utrudniamy sobie trochę życie, ale robimy to świadomie. Co więcej my też jesteśmy zajętymi ludźmi, mamy normalne prace i swoje zainteresowania. Wielopieluchowanie to tylko element rodzicielstwa.

Marcin: To że wielopieluchujemy nie znaczy, że schodzimy do rzeki prać na kamieniu. Mamy pralkę i suszarkę…

Mnie przekonało też to, że wszyscy nam mówili: Na pewno nie dacie rady…

Dobrze, że o tym wspominasz. Najczęściej w wielopieluchowaniu młodzi rodzice boją się dosłownie „babrania w kupie”. Czy to rzeczywiście tak wygląda?

Kamila: Absolutnie nie! Zmienianie bawełnianych pieluszek w niczym nie różni się od zmieniania tych zwykłych, a wręcz jest szybsze i wygodniejsze. Natomiast pranie jest tak samo łatwe jak wypranie brudnej koszulki.

 

Jak więc reagują na to Wasi znajomi i Wasi rodzice?

Kamila: Trzeba przyznać, że rodzice tego nie rozumieją. Im wielopieluchowanie kojarzy się z tetrowymi pieluchami z czasów PRL-u. Tymczasem współczesne pieluszki wielokrotnego użytku są wykonane z bezpiecznych i miłych w dotyku materiałów. Do tego są bardzo wygodne tak samo w zakładaniu, jak i w noszeniu. Mają się więc nijak do tych z naszego wczesnego dzieciństwa…

Marcin: A znajomi różnie. Często okazuje się, że też używają wielopieluch, tylko po prostu o tym nie mówią. Czasem uważają to za dziwaczny pomysł, ale przy bliższym zapoznaniu się z tematem, całkowicie zmieniają zdanie.

Dla nas to też wybór ekonomiczny. Zakup pieluch wielorazowych jest znacznie tańszy niż tysięcy sztuk zwykłych jednorazówek...

Czy wielopieluchowanie wiąże się więc z jakimiś wyrzeczeniami?

Kamila: Tak, nie ma co ukrywać. Zwłaszcza w podróży, gdy musimy zaplanować sobie noclegi z pralkami. Co ciekawe paradoksalnie wszystkie „pieluchowe” wpadki zdarzały nam się jednak ze zwykłymi pieluchami. Nie jesteśmy bowiem w wielopieluchowaniu całkowicie radykalni i od czasu do czasu (choć bardzo rzadko) używamy zwykłych pieluch. Zdarzyło się na przykład, że Marcel odpiął taką pieluchę, co w przypadku wielorazowych majtek jest niemal niemożliwe.

 

Co w takim razie z podróżowaniem? Czy można podróżować wielopieluchując?

Kamila: Odkąd pojawił się się Marcel byliśmy już na objazdówce po Polsce i spędziliśmy miesiąc we Włoszech, cały czas wielopieluchując.

Marcin: To jest tylko kwestia zaplanowania prania, ale to wszystko jest wykonalne i tak naprawdę nie jest żadną większą filozofią. Nasza wygoda wydaje się nie być wysoką ceną przy wszystkim co daje wielopieluchowanie.

Dzięki wełnianym pieluchom nie musimy stosować przy Marcelu prawie żadnych kosmetyków pielęgnacyjnych

Wyrzeczenia są więc niewielkie w porównaniu do korzyści, jakie daje używanie tego typu pieluch?

Marcin: Zdecydowanie. Przede wszystkim dla mnie robi ogromną różnicę styczność skóry dziecka z plastikiem, a styczność skóry dziecka z wełną. Po pierwsze ogólnie w życiu staramy się używać jak najmniejszej ilości sztucznych, często szkodliwych materiałów. A po drugie dzięki wełnianym pieluchom nie musimy stosować przy Marcelu prawie żadnych kosmetyków pielęgnacyjnych. Wełna nie powoduje bowiem podrażnień i odparzeń.

Kamila: Używanie pieluch wielokrotnego użytku zmniejsza też ilość odpadów, które produkujemy. Do mnie nie przemawia więc argument „nie mam na to czasu”, który słyszę od wielu mam. Po pierwsze na wielopieluchowanie nie trzeba poświęcać nie wiadomo ile godzin, a po drugie na dbanie o środowisko każdy powinien mieć czas. Zwłaszcza, że robimy to nawet nie dla nas samych, a dla naszych dzieci, które w przyszłości będą musiały borykać się ze zniszczonym i zaśmieconym światem.

Lepiej nie słuchać złośliwych czy negatywnych komentarzy - zresztą jak w każdej kwestii związanej z rodzicielstwem

Czy jest coś, co chcielibyście powiedzieć rodzicom, którzy jeszcze wahają się między zwykłymi pampersami, a wielopieluchami?

Marcin: Że to nie takie straszne, jakie może się wydawać.

Kamila: Że każdy może tego spróbować, nie tylko ekologiczne świry. I że naprawdę nie trzeba być w tym wszystkim całkowicie radykalnym. Można na przykład stosować wielopieluchy naprzemiennie z zwykłymi pieluszkami, jak komu wygodnie. Lepiej też nie słuchać złośliwych czy negatywnych komentarzy – z resztą jak w każdej innej kwestii związanej z rodzicielstwem. Trzeba się trzymać tego, co najlepsze dla nas i dla naszego dziecka.